wtorek, 21 lipca 2009

Akcja Jedzenie Zamiast Bomb


Pod takim hasłem w niedzielne południe rozdawano ciepły posiłek osobom potrzebującym. Akcja ta jest prowadzona w Gdańsku od siedmiu lat. Tym razem okazało się, że rozdawanie jedzenia przeszkadza ochroniarzom gdańskiego dworca PKP.

Jak co roku, od siedmiu lat, w listopadzie rozpoczyna się akcja Jedzenie Zamiast Bomb, która trwa do wiosny. Jest to międzynarodowa inicjatywa (Food Not Bombs), która po raz pierwszy miała miejsce w latach osiemdziesiątych XX wieku w Stanach Zjednoczonych i została zainicjowana przez aktywistów ruchu antywojennego.

Nieformalny i spontaniczny charakter

Gdańska akcja pierwszy raz odbyła się jesienią 2001 roku w ramach protestów antywojennych związanych z konfliktem w Afganistanie. Grupa osób wywodzących się ze środowiska wolnościowego i antywojennego postanowiła rozdawać jedzenie, wyrażając w ten sposób swój protest wobec wojen i przeznaczaniu publicznych pieniędzy na zbrojenia. Akcja ta ma charakter nieformalny i spontaniczny, osoby w nią zaangażowane przygotowują co tydzień ciepły posiłek dla około 100 osób, korzystając wyłącznie z własnych środków, gotując jedzenie w prywatnych mieszkaniach.


Ostra reakcja ochroniarzy

W tym roku aktywiści spotkali się z ostrą reakcją ochroniarzy gdańskiego dworca. Okazało się, że dobroczynna akcja przeszkadza zarządcy dworca, który zabronił rozdawania posiłków na terenie do niego należącym. Ochroniarz, który domagał się natychmiastowego opuszczenia terenu PKP powoływał się na święte prawo własności i brak zgody właściciela na prowadzenie takiej akcji. W odpowiedzi, osoby rozdające posiłek powoływały się na prawo do korzystania z przestrzeni publicznej, jaką jest teren dworca.

Jedzenie zostało rozdane

Po kilku minutach wymiany zdań przybył również policjant oraz strażnik ochrony kolei. Potwierdzili oni słowa pracownika ochrony o prywatnym statusie terenu, na którym uczestnicy akcji się znajdowali i poprosili ich o zmianę miejsca. Nie było to jednak konieczne, gdyż prawie całe jedzenie zostało już rozdane i nie było więcej chętnych na ciepły posiłek. Nie oznacza to jednak, że problem ludzi bezdomnych z gdańskiego dworca nie istnieje.

Dworzec niedostępny dla bezdomnych i ubogich

Z rozmowy z osobami korzystającymi z pomocy aktywistów wynikało, że obszar dworca jest teraz niedostępny dla bezdomnych i ubogich, którzy spędzali tam większość czasu w okresie zimowym. Jeden z nich mówił nawet, że są w bardzo brutalny sposób wyrzucani lub po prostu nie wpuszczani na teren dworca przez pilnujących go ochroniarzy.

Zderzenie różnych idei

Jak deklarują organizatorzy akcji Jedzenie Zamiast Bomb, oprócz wymiaru praktycznego, jakim jest pomoc ludziom ubogim i głodnym, chodzi w niej również o przekaz ideowy. Jak pokazuje gdański przykład, na dworcu zderzają się dwie skrajne idee. Pierwsza, reprezentowana przez aktywistów, to idea bezinteresownej pomocy i działalności społecznej, połączona z idealistyczną wizją świata. Druga natomiast, uosobiona przez dworcowych ochroniarzy, to idea społeczeństwa opartego na sile i władzy pieniądza, gdzie rozdawanie jedzenia jest traktowane jako naruszenie porządku.

Czy idee te da się jakoś pogodzić i doprowadzić do poprawy losu tych najuboższych, korzystających z pomocy społecznej ludzi? Czas pokaże, a tymczasem aktywiści z gdańskiej inicjatywy Jedzenie Zamiast Bomb zapowiadają kontynuację akcji w dotychczasowej formie.

Odpowiedź Marka Sadowskiego, administratora dworca PKP W Gdańsku

Tydzień temu na terenie dworca pojawiły się przez nikogo nie podpisane ogłoszenia, o tym, że będą rozdawane bezpłatne posiłki. Nie mam nic przeciwko wspieraniu osób potrzebujących, ale dobrze by było, żeby organizatorzy takiej akcji uzgodnili wcześniej z nami gdzie i kiedy mogliby je rozdać. Są miejsca w których mogą te zupki wydawać i ja takie miejsce wskazałem, z tyłu dworca, na rampie, przy tzw. "ogrzewalni". Jednak oni woleli rozdawać je zprzed budynkiem dworca w centralnym miejscu, na co się nie mogłem zgodzić.

Grupę tę można było zidentyfikować tylko po anarchistycznym transparencie jaki wywiesiła przed dworcem. Ale nie pisze tu już nikt o tym, że zbierali również pieniądze do puszki, o czym powiedzieli mi pracownicy ochrony. Nieprawdą jest też to, że wszystkie zupy rozdali, bo to było tylko kilka lub kilkanaście zupek. Ja im tłumaczyłem, gdzie są w tej chwili bezdomni, na dworcu ich nie ma - ale organizatorzy woleli stać przed dworcem PKP. Nie jesteśmy przeciw rozdawaniu zupy komukolwiek, ale niech to ma ręce i nogi.

poniedziałek, 20 lipca 2009

Dyspareunia, dlaczego unikamy kontaktów seksualnych?

Circle Of Friends

Photographer: Tina Phillips


Dziś seks nie jest tematem tabu. Niechętnie wciąż jednak mówimy o problemach intymnych. Każdy chce mieć bowiem udane życie erotyczne. Badania naukowe dowodzą jednak, że około 30% kobiet odczuwa dyskomfort podczas stosunków płciowych, wiele cierpi także na różne zaburzenia seksualne. Jedną z nich jest dyspareunia. Poniżej prezentujemy porady jak sobie radzić z objawami jej towarzyszącymi i jak im skutecznie zapobiegać.


Bywa tak, że z różnych powodów tracimy ochotę na seks. Czasem jest to efekt zwykłego stresu, przemęczenia, niewłaściwego trybu życia, ale również i wielu chorób. Jedną z takich dolegliwości jest dyspareunia. Objawia się ona przede wszystkim powtarzającym się, częstym bólem narządów płciowych podczas zbliżeń intymnych. Zdarza się, że te symptomy występują również przed i po stosunku. Może mieć ona podłoże zarówno natury fizycznej jak i psychologicznej. Przyczynami dyspareunii są m.in.: stany zapalne w obrębie narządów płciowych, suchość pochwy, powikłania po zabiegach operacyjnych w obrębie dróg rodnych oraz poród. Czasem również jest ona wywoływana przez napięcia silnie powiązane z uczucie podniecenia seksualnego bądź niemiłe skojarzenia, które powstały w przeszłości np. w skutek podejmowania prób współżycia podczas infekcji miejsc intymnych.

W leczeniu dyspareunii istotne jest wczesne rozpoznanie jej przyczyn, a następnie ich usunięcie. Dlatego w określaniu źródła problemu ważna jest znajomość własnego ciała i stała obserwacja zachodzących w nim zmian. Żadnych symptomów nie należy bagatelizować. Dyspareunia w większości przypadków bywa uleczalna. Istnieją również różne leki oraz środki, które hamują rozprzestrzenianie się dolegliwości, wspomagają ich leczenie oraz utrzymywanie naturalnego pH pochwy i odpowiedniego nawilżania. Przykładem takiego preparatu medycznego jest Cicatridina, stworzona na bazie kwasu hialuronowego. Składnik ten ma dobroczynny wpływ na organizm. Przyspiesza gojenie ran, łagodzi podrażnienia, wspomaga proces regeneracji błony śluzowej oraz przywraca funkcję napięcia i elastyczności. Wpływa ona również na zwiększoną produkcję śluzu w pochwie oraz skutecznie przeciwdziała jej suchości. W każdym przypadku należy udać się jednak po fachową medyczną poradę do właściwego lekarza specjalisty.

Przypadłości intymne to często dokuczliwy problem. Nie należy jednak się ich wstydzić, gdyż większość z nich można wyleczyć. Istnieje wiele sposobów, ograniczających ryzyko ich wystąpienia. Poniżej przedstawiamy kilka z nich.

1. Badaj się regularnie u lekarza specjalisty.
2. Jeśli zauważasz nawet małe zmiany w twoim ciele, idź do lekarza. Nie pozwól, żeby przekształciły się one w coś poważniejszego.
3. Dbaj o właściwą higienę intymną.
4. Po odbytych chorobach, zabiegach, operacjach, infekcjach, porodach zachowuj odpowiednio długa wstrzemięźliwość seksualną.
5. W sytuacjach intymnych zadbaj o miłą atmosferę. Seks ma być przyjemnością i relaksem dla duszy i ciała. Kochaj się z partnerem tylko kiedy czujesz się dobrze i naprawdę masz na to ochotę.
6. Utrzymuj organizm w dobrej kondycji fizycznej.
7. Zachowuj ostrożność w sanitariatach publicznych, w saunie, na basenach oraz w trakcie dłuższych podróży.

Należy pamiętać, że każdy organizm funkcjonuje trochę inaczej, dlatego warto poszukać własnego punktu równowagi i rytmu życia.

niedziela, 19 lipca 2009

Nie stać nas na wyrzucanie jedzenia

Spaghetti

Photographer: Suat Eman

Spaghetti on fork.


Jak często porządkujesz lodówkę, wyrzucając popsutą żywność? Zdarza ci się zapomnieć o kanapce i odnaleźć ją spleśniałą po kilku dniach? Czy zawsze kupujesz to, czego naprawdę potrzebujesz?

Jeśli po przeczytaniu tych pytań już czujesz wyrzuty sumienia, jesteś na dobrej drodze by zmienić złe przyzwyczajenia. A jest co zmieniać. Polacy masowo nie szanują żywności, kupują jej nadmiar i prawie każdy wyrzuca do śmieci to, czego nie zjadł. W tym niechlubnym rankingu skutecznie próbujemy dogonić Brytyjczyków. Rozsądek podpowiada, że jednak warto zwolnić.


"Nie marnuj jedzenia. Wyrzuć do śmieci stare przyzwyczajenia" to kampania społeczna, której celem jest uświadomienie negatywnych skutków ekologicznych, społecznych i ekonomicznych marnowania żywności. Czy skutki tej kampanii będą widoczne w najbliższej przyszłości ?

Z mojego punktu widzenia będzie co raz gorzej. Czemu ? Jakie są moje argumenty ?

Nie ma tutaj składowych poza jednym przykładem. Lenistwo to jeden z najbardziej znanych nam przeszkód w "zdrowym" życiu. To właśnie nasze nic nie robienie sprawia, że powiedzmy po przyjściu z pracy nie chce nam się iść do sklepu po zakupy. W tym celu kupujemy więcej niż potrzebujemy tego powiedzmy na dwa dni. Racje żywnościowe zakupujemy z myślą o co najmniej tygodniu (bo po co sobie zawracać głowę kilka razy co ileś tam dni; przecież nie ma w tym najmniejszego sensu). Otóż jest w tym sens i to nie mały. Wychodzenie po zakupy to przede wszystkim ruch, ruch to zdrowie. Kupowanie z umiarem tyle ile potrzebujemy, ograniczy nasze wydatki, róbmy więc listy naszych potrzeb. Spisujmy je na kartce papieru, komórce gdzie bądź to możliwe. Wierz lub nie ale to się sprawdza, poza mną uważają tak inni jak chociażby sam Maciej Kuroń.

Jako ciekawostkę mogę dodać, że kampanię poparli synowie Macieja Kuronia - Jan i Jakub, a także Pascal Brodnicki i Katarzyna Grochola. Organizatorzy, Banki Żywności, którego inicjatorem był między innym Maciej Kuroń, poprzez kampanię zachęcają producentów i dystrybutorów żywności do przekazywania darów dla ubogich. W najbliższym czasie w telewizji, radiu i na billboardach pojawią się spoty i plakaty promujące akcję "Nie marnuj jedzenia".
Polskie realia: jedzenie w śmietniku, a naród głoduje

Miesiąc temu w naszym kraju Instytut Millward Brown SMG KRC przeprowadził badania dotyczące marnotrawienia żywności. Nawet 83 proc. respondentów uważa, że wyrzucanie jedzenia to nasz społeczny problem, prawie jedna trzecia Polaków przyznaje też, że zdarza jej się wyrzucić pełnowartościową żywność. Na śmietniku ląduje przede wszystkim pieczywo, ale także bardzo dużo ziemniaków, wędlin, innych warzyw i owoców. Dane te mają mocniejszy wydźwięk, gdy zestawimy je z liczbą osób, żyjących w Polsce w skrajnym ubóstwie - to aż 2,5 mln osób. 35 proc. Polaków nie stać na jedzenie mięsa czy ryb co kilka dni. W Unii Europejskiej gorzej jest tylko na Słowacji i Łotwie.
Osobiście nie do końca wierze w te badania gdyż zrobił je naród którego młodzież w 87% uważa, że Auschwitz to marka piwa. Z jednym muszę się jednak zgodzić, że mięso które w zasadzie jest silnikiem napędowym wielu obiadów zdarza się raz na jakiś czas gdy tak naprawdę powinniśmy jeść takie rzeczy codziennie a tym bardziej zróżnicowany pokarm by dostarczyć organizmowi potrzebnych witamin. Jedyne co nam niedługo pozostanie w zdrowym odżywianiu to picie codziennie 1,5 litra wody...

Wielka Brytania - wielkie marnotrawstwo

Mieszkańcy Wielkiej Brytanii każdego roku wyrzucają 1/3 produktów spożywczych, ktore kupują. Finansowo, dla każdego gospodarstwa domowego jest to koszt w wysokości 400 funtów. Małe rodziny, z jednym lub dwójką dzieci, wyrzucają do kosza więcej niż rodziny wieloosobowe. Aż 25 proc. żywności w śmietnikach nie jest nawet rozpakowana.

Nie chciałem tego komentować ale muszę i zrobię to po Waszemu.

"the pot calling the kettle black" / przyganiał kocioł garnkowi


W tym miejscu postanowiłem skończyć artykuł. Z racji tego, że dość mocno zdenerwował mnie fakt oceny i "badań" naszych sąsiadów. Ponieważ "każdy powinien dbać o swój ogródek". Kończąc chciałbym zachęcić do odwiedzenia choć raz strony która znajduje się pod tym linkiem www.niemarnuje.pl oczywiście znaczna część czytających tego bloga nie skusi się aby tam zajrzeć ale każdy kto to zrobi będzie wygrany.

sobota, 18 lipca 2009

Fastfood szkodzi nawet karaluchom

Hamburger

Photographer: Suat Eman

Mini hamburger in the plate.



Spożywanie źle zbilansowanych posiłków prowadzi do otyłości i zmniejszonego libido nie tylko u ludzi, ale też u karaluchów, piszą „Izwiestia”.

Entomolodzy już jakiś czas temu wyjaśnili, jak porcje żywieniowe wpływają na zdolność karaluchów do rozmnażania się. Patricia Moore z Uniwersytetu Exeter w Anglii udowodniła, że karaluch z pełnym brzuchem nie ma ochoty na czynności reprodukcyjne. Zresztą Homo sapiens dobrze o tym wiedzą. Teraz doktor Moore chce się dowiedzieć, jak się sprawy mają w przypadku karaluchów, które za młodu karmiono niezbilansowanymi posiłkami, a przede wszystkim jedzeniem typu fastfood.

Pani naukowiec podzieliła młode samice karaluchów na dwie grupy. Jedną karmiła bogatą w białko karmą dla rybek akwariowych z dodatkiem wysoko-węglowodanowej owsianki, zastosowała tzw. "dietę zrównoważoną". Druga grupa dostawała tylko karmę dla rybek. Samice z obu grup mogły jeść, ile chciały. Nie chodziło o ilość, a o różnorodność.

Nimfy (młode samice karaluchów), które nie osiągnęły jeszcze dojrzałości płciowej, nie różnią się wcale wyglądem zewnętrznym od osobników dorosłych (imago). Kiedy nimfy z obu grup przeobraziły się w imago, Patricia Moore uśmierciła kilka z nich i odkryła, że osobniki z drugiej grupy, która żywiła się fastfoodem, były znacznie grubsze od osobników z pierwszej grupy i cierpiały na otyłość. Ponadto samice z drugiej grupy, które przeżyły, raczej nie chciały się sparować, były zbyt wybredne przy wyborze partnera, rzadziej wydawały na świat potomstwo.

Zatem otyłość oraz zaniedbywanie obowiązków małżeńskich wskutek stosowania niezrównoważonej diety występują nie tylko u ludzi, ale też u karaluchów.

piątek, 17 lipca 2009

Fast food pod lupą

Pizza Package

Photographer: Suat Eman

Pizza written package for transport meal.

Terms of use





Jeżeli nadal bez ograniczeń będziemy dawać naszym dzieciom pieniądze na hamburgery, frytki i zapiekanki, za parę lat niechybnie czeka nas epidemia otyłości - ostrzegają specjaliści od żywienia.


Bary szybkiej obsługi i uliczne budki serwujące "coś na ciepło" zrobiły u nas zawrotną karierę. Kiedyś nie wypadało paradować po ulicy i jeść, dzisiaj nikogo nie dziwi widok spieszących się ludzi z kawałkiem gorącej pizzy, kebabem albo hot dogiem w ręce.

Pytani o to, dlaczego żywimy się w snack-barach, mówimy: bo tam jest taniej niż w większości restauracji; bo nie mamy czasu na to, żeby spokojnie usiąść, zamówić danie, poczekać i zjeść bez pośpiechu; bo buła z mięsem na dłużej zaspokaja głód; bo smakuje nam tego typu jedzenie.

Często powołujemy się również na swoje dzieci, które lubią chodzić do "poważnych" restauracji, gdzie mają swoje kąciki i na pamiątkę pobytu dostają czapeczki, baloniki i inne gadżety.

A co przemawia przeciw fast foodom?

Igraszki ze zdrowiem

Uwielbiane, zwłaszcza przez dzieci, fast foody to przede wszystkim źródło tłuszczu. 100 g frytek ma aż 560 kcal (40 proc. kalorii przypada na ziemniaki, a pozostałe - na tłuszcz).

Tymczasem ta sama ilość ugotowanych ziemniaków ma tylko 60 kcal. Jeśli chodzi o tłuszcz, to zgodnie z zasadami zdrowego żywienia powinno się na nim smażyć tylko jednego dnia. Duże, renomowane sieci snack-barów przestrzegają tej zasady (w trosce o reputację, ale także z powodu kontroli inspekcji handlowej czy sanepidu i groźby wysokich kar pieniężnych), lecz w małych ulicznych budkach olej we frytownicach jest wykorzystywany zdecydowanie dłużej.

W czasie wielokrotnego podgrzewania uwalniają się z niego szkodliwe substancje, np. nadtlenki lipidowe, które przyspieszają procesy miażdżycowe i rakotwórcze. Taki tłuszcz, mimo że pochodzenia roślinnego, stanowi też najbogatsze źródło tzw. kwasów tłuszczowych trans. Są one szkodliwe i działają na nasz organizm, tak jak nasycone kwasy tłuszczowe pochodzenia zwierzęcego, czyli podnoszą poziom "złego" cholesterolu (LDL), a obniżają "dobrego" (HDL). Im więcej takiego tłuszczu, znajduje się w naszej diecie, tym gorzej dla zdrowia.

Ile mają kalorii:

Big Mac 570 kcal
Cheeseburger
z bekonem 464 kcal
Kawałek pizzy peperoni (ok. 120 g) 306 kcal
Hamburger
245 kcal
Chickenburger
234 kcal
Mała porcja frytek 227 kcal
Hot Wings
(1 skrzydełko) 218 kcal
Hot dog
214 kcal

wg danych Amerykańskiego Towarzystwa Dietetycznego

Raz na jakiś czas

Zdaniem dietetyków i lekarzy, częste jedzenie potraw bogatych w tłuszcze zwierzęce może prowokować powstawanie niektórych nowotworów układu pokarmowego, przyspiesza miażdżycę oraz chorobę wieńcową. Dania typu fast food są bardzo kaloryczne, a wiadomo, że nadmiar kalorii to prosta droga do otyłości, która jest chorobą.

Z najnowszego raportu Amerykańskiego Towarzystwa Dietetycznego wynika, że w USA niemal 400 tys. osób umiera rocznie w następstwie otyłości (za którą w dużej mierze odpowiadają fast foody spożywane w niebywałych ilościach). Tego typu żywność zawiera dużo soli (niekorzystnie wpływającej na układ krążenia i moczowy), natomiast mało witamin oraz błonnika (a niedobór błonnika - jak wiadomo - prowadzi do zaparć). Nawet jeśli hamburger ma w środku plasterek ogórka albo pomidora czy skromny listek sałaty, to i tak ów listek nie zastąpi zdrowego posiłku, tym bardziej że zwykle posmarowany jest warstwą niepolecanego przez dietetyków majonezu.

A może sałatkę?

Właściwie wszystkie snack-bary oferują podobne menu oparte na kanapkach, hamburgerach i frytkach. Na szczęście coraz częściej wprowadzają do swej oferty warzywne czy owocowe sałatki i to one powinny stanowić podstawę posiłku. Np. sieć KFC uruchomiła nawet tzw. zieloną linię i serwuje misy sałaty z dodatkami różnych warzyw i kawałkami ciepłego panierowanego kurczaka. Sałatkowa misa nie dostarcza zbyt wielu kalorii: w 100 g dania jest ich zwykle od 57 do 75.

To nieprawda, że możemy jeść byle co i byle jak bez szkody dla zdrowia. Kiedyś nasz organizm się zbuntuje przeciw tej bylejakości. Oczywiście, że nie ma nic złego w hamburgerze, kawałku pizzy, frytkach czy zapiekance jedzonych od czasu do czasu, ale w dniu, w którym po nie sięgniemy, zadbajmy o to, żeby pozostałe posiłki zawierały dużą ilość warzyw, owoców, nabiału, ryb itd.

Jeżeli już zdecydujemy się na tzw. szybkie jedzenie, to zamawiajmy je w renomowanych sieciach, gdzie codziennie przygotowywane są świeże posiłki (nawet jeżeli robi się je z mrożonek) - a nie w ulicznych budkach. A w czasie wakacji przekonujmy nasze dzieci do owoców, warzyw, ryb, a nie kalorycznych buł, ciasta oraz frytek nasączonych tłuszczem i z solą.


czwartek, 16 lipca 2009

Seks za jedzenie

The Slow Kiss

Photographer: Tina Phillips


Okazuje się, że zasada "przez żołądek do serca", obowiązuje nie tylko w społecznościach ludzkich.



Szczerze to sam tytuł artykułu mnie rozśmieszył, po chwili miałem uśmiech od ucha do ucha w następstwie tych czynów prawie położyłem się ze śmiechu. Czy wiecie drodzy Internauci, że badania naukowców z Instytutu Maksa Plancka potwierdziły znaną tezę ? Mało tego, pośród populacji obserwowanych szympansów, te które przynosiły swoim partnerką pokarm 2x częściej uprawiały seks. Nie wiem czy widzicie tutaj pewną zależność. Ja ją dostrzegam...

Cristina Gomes i jej koledzy obserwowali zwierzęta podczas polowań, a następnie liczyli liczbę stosunków. - Dzięki dzieleniu się z samicami, samce zwiększały częstotliwość stosunków seksualnych, a samice zyskiwały dodatkowe kalorie. Zadziwiające jest to, że jeśli samiec dzielił się z konkretną samicą, liczba stosunków zwiększała się dwukrotnie, a więc rosła możliwość zapłodnienia - mówi Gomes.

Co ciekawe samce nie liczą na nagrodę natychmiast. Do stosunku dochodzi nawet po kilku dniach. Odkrycie Gomes może rzucić nieco światła na ewolucję naszego gatunku. Pokazuje bowiem, że sprawniejsi myśliwi mają większe szanse reprodukcyjne oraz, że naczelne wchodzą w długotrwałe relacje pomiędzy poszczególnymi osobnikami.

Moim skromnym zdaniem interia.pl popłynęła w tym artykule. Chociaż będąc w pracy i czytając taki artykuł, uśmiech sam wraca na twarz.

Orędzie do wszystkich myśliwych!
Pamiętajcie, o! Utalentowani myśliwi, polujcie, przynoście, dzielcie się a w rezultacie nagroda Was nie ominie.

P.s. Może nie dziś, nie jutro ale z pewnością sobie pobzykacie ;)

środa, 15 lipca 2009

Meksyk oburzony nową reklamą Burger Kinga. "To stereotyp"

FreeDigitalPhotos.net

Hamburger

Photographer: Suat Eman

Fresh hamburger isolated on white.

Burger King zaprezentował klientom w Europie nowego hamburgera, wraz z jego reklamą. Okazało się, że film reklamowy obraża Meksyk i jego obywateli - tak przynajmniej sądzi ambasador tego kraju w Hiszpanii.


Nowa kanapka nazywa się Texican Whopper. Film reklamowy przedstawia kowboja i meksykańskiego zapaśnika (którego zapewne kojarzymy z pewnego filmu) mieszkających pod jednym dachem. Jeden wysoki (kowboj) drugi zaś silny (zapaśnik) - panowie pomagają sobie w różnych codziennych czynnościach.

Kontrast pomiędzy postaciami, wraz z ich harmonijną współpracą, ma symbolizować mieszankę smaków, jaką klienci Burger Kinga natrafią w nowych kanapkach sieci.


Co tak zdenerwowało ambasadora Jorge Zermeno oraz anonimowych przedstawicieli władz Meksyku? Jak podaje strona internetowa magazynu "Time", chodzi o stereotypowe i niesprawiedliwe przedstawienie postaci zapaśnika. Malutki zapaśnik nosi flagę Meksyku jak pelerynę.

Według ambasadora ma to sugerować, że Meksykanie nie szanują flagi swojego kraju. Zermeno postanowił napisać do Burger Kinga, aby zaprotestować.

- Musimy powiedzieć tym ludziom, że w Meksyku bardzo szanujemy naszą flagę - powiedział Zermeno.

Przedstawiciele Burger Kinga nie skomentowali jeszcze zarzutów ambasadora.